Curling, przywództwo służebne i jedna rzecz, którą często mylimy

23 kwietnia 2026

W curlingu wszystko wygląda jak ciężka praca. Zawodnicy biegną, zamiatają, komunikują się bez przerwy. Jest energia, koncentracja, zaangażowanie.
Z zewnątrz to wygląda jak wysiłek, który przesuwa grę do przodu. A jednak nie o to w tym chodzi. Kamień został już puszczony. Zamiatanie nie jest celem. Jest tylko wsparciem.

W wielu organizacjach ten obraz jest bardzo znajomy.

Jest dużo działania:

  • spotkania
  • wsparcie
  • pomaganie zespołom
  • „bycie dla ludzi”

I często nazywamy to przywództwem służebnym.

Tylko że gdzieś po drodze zaczynamy mylić dwie rzeczy. Wsparcie… z prowadzeniem. Bo jeśli wszystko sprowadza się do „zamiatania”, to znaczy, że ktoś wcześniej nie nadał kierunku.

I wtedy dzieje się coś, co trudno zauważyć od razu. Liderzy zaczynają być coraz bardziej obecni, coraz bardziej pomocni, coraz bardziej zaangażowani.
A organizacja… wcale nie działa lepiej.

Jest więcej:

  • uzgodnień
  • rozmów
  • prób dopasowania wszystkiego do wszystkich

A mniej:

  • jasnych decyzji
  • odpowiedzialności
  • ruchu do przodu

To nie jest problem intencji.  To jest problem roli. Przywództwo służebne nie polega na tym, żeby być cały czas w grze. Polega na tym, żeby:

  • najpierw dobrze wypuścić kamień
  • nadać kierunek
  • ustawić zasady
  • zbudować klarowność

Dopiero potem ma sens wspieranie zespołu. Bez tego zamiatanie staje się celem samym w sobie. A organizacja zaczyna działać głównie po to, żeby utrzymać własne działanie.

Wsparcie jest ważne.
Empatia jest ważna.
Obecność lidera jest ważna.
Ale to nie one decydują o skuteczności organizacji. Najpierw musi pojawić się:

  • kierunek
  • decyzja
  • odpowiedzialność

Dopiero potem wsparcie ma sens.

Bo w przeciwnym razie tworzymy organizacje, które świetnie zamiatają… ale nie do końca wiadomo, dokąd zmierzają. Bycie zajętym to nie to samo, co budowanie wartości.

Udostępnij:
Przeczytaj więcej